MHOR uom

Rate this article ( 0 Vote )

Amanita muscaria - ważne informacje praktyczne (zbiór, suszenie, przygotowanie, dawkowanie)

Stało się. Książka ŚWIĘTY GRZYBÓG została wydana przez Wydawnictwo Slovianskie Slovo > http://sklep.slovianskieslovo.pl/pl/p/Swiety-Grzybog-Waldemar-Borowski/133
 
 
Prezentuję w niej dociekania nieprzejawione, teoretyczne. Mogę się mylić w wielu kwestiach. Pamiętajcie o tym.

Przygotowując album skupiłem się głównie na hipotezach Johna Allegro. Chciałem objaśnić biblijne i alchemiczne alegorie oraz przedstawić jak najwięcej dowodów w postaci dzieł sztuki. 

Przy tej okazji natknąłem się na postać równie ciekawą - Donalda Edwarda "Dona" Teetera. W przeciwieństwie do Johna, naukowca, teoretyka, Donald był stuprocentowym praktykiem. Poświęcił życie Amanicie. Jemu zawdzięczamy najdokładniejsze przepisy odnośnie zbierania i przygotowania. Polecam jego anglojęzyczną pozycję "Amanita Muscaria - Herb of Immortality".
 
Chcę tutaj jasno podkreślić, że nie jestem zwolennikiem lub propagatorem mody na używanie tego typu prastarych zapomnianych sakramentów. Nie posiadamy dziś wiedzy starożytnych alchemików i szamanów. Mało tego, nie każdy jest na takie doświadczenia gotowy fizycznie, psychicznie lub duchowo. Próba odtworzenia szamańskiej procedury preparacji muchomora jest umieszczona poniżej bardziej w ramach ciekawostki. Informacje zebrane poniżej są niekompletne i mogą być błędne. 
 
 
 
 

Najlepsze są podobno te dojrzałe w kształcie Okrągłego Stołu. Zbierano okazy bez robaków.

 


Umiar i delikatność zalecane. Ta istota jest istotną częścią ekosystemu. Nóżkę owocnika wykręca się ostrożnie, by nie uszkodzić grzybni. Szamani tak robili i się nie mylili.  

 
 
Ewentualne czyszczenie z ziemi, liści, części roślin i owadów odbywa się jak najszybciej, najlepiej pędzelkiem.


 


 
"Bazyliszka" suszyło się w suszarce do grzybów w zacienionym miejscu, najlepiej w temperaturze pokojowej do 50 stopni C "na wiór". Wg. receptury D. E. Teetera nie trzeba podgrzewać do 70 stopni C (jak podaje wiele innych źródeł). Odradza on jakiekolwiek gotowanie i podgrzewanie w piekarnikach, gdyż powoduje to utratę potencjału zawartego w grzybie. Po dobrym ususzeniu kapelusze nabierają metalicznego złotawo-miedzianego połysku. Przypominają "smoczą skórę". Pozostają surowe, ale mają łamać się i kruszyć. 


 


Świeże "muchoraje" nie nadają się do spożycia dla człowieka za sprawą toksyn takich jak kwas ibotenowy oraz hydrazyna. Muskaryna również jest toksyną w większych dawkach, jednak w grzybie są jedynie śladowe ilości tej substancji. Jej wchłanianie przez ścianę jelita jest wolne i prawie nie przedostaje się ona przez barierę krew-mózg (możliwe jest to przy jednoczesnym podaniu lecytyny). Inne alkaloidy "żabiego stołka" to kwas stizolobinowy, kwas stizolobikowy, kwas metylotetrahydrokarbolinowy, cholina (nie ma działania psychoaktywnego), acetylocholina (w małym stężeniu), muskarydyna. Uważa się, że te alkaloidy nie mają znaczącego wpływu na odurzenie. Warto jednak pamiętać, że zawartość owych substancji może ulegać sporym wahaniom. Są one zależne między innymi od rejonu, pogody i pory (letnie osobniki są zazwyczaj mniej toksyczne od jesiennych). 




Trzeba w tym miejscu podkreślić, że słowo "toksyna" to bardzo szerokie pojęcie. Prawdziwi bezwzględni "zabójcy w kapeluszach" to zielonawe Muchomory sromotnikowe (Amanita palloides) zawierające naprawdę ciężkie amatotoksyny nieodwracalnie niszczące wątrobę. Jeden zielonawy łagodny w smaku grzybek (najczęściej fatalnie mylony z gąską, gołąbkiem, pieczarką lub czubajką) może pożegnać kilka osób.

  
Świeże grzyby Amanita muscaria dobrym pomysłem nie są. Mogą powodować nudności, wymioty i jelitowe kłopoty. Z tego co czytałem nie odnotowano jednak żadnych przypadków uszkodzeń organów wewnętrznych po spożyciu muscarii. Nie spotkałem się również w literaturze toksykologicznej z przypadkiem śmiertelnego zatrucia tym grzybem. Dla porównania roczna liczba zgonów spowodowanych piciem alkoholu = 3 300 000. O lekach na receptę nie wspomnę. Szacowana przez naukowców "dawka śmiertelna" muchomorów czerwonych to podobno 15 świeżych kapeluszy.  


 


Podczas suszenia "muchara" w cieniu kwas ibotenowy zmieniać się ma podobno w psychoaktywny muscymol (inaczej panterynę). Suszenie na słońcu powoduje, że kwas ibotenowy transformuje w muskazon, który nie jest aż tak zły jak kwas ibotenowy, jednak do magii muscymolu mu daleko. Najlepiej więc suszyć w cieniu (aczkolwiek  niektóre wyniki eksperymentów są sprzeczne w tej kwestii). Najnowsze naukowe badania nad muscymolem wykazują, że substancja ta prawdopodobnie odwraca procesy starzenia się mózgu, może leczyć epilepsję i chorobę parkinsona.



 
Być może dlatego średniowieczni alchemicy nazywali czerwonego muchomora jednocześnie "jadowitym bazyliszkiem" jak i "panaceum - kamieniem filozoficznym"...


 


Po ususzeniu krasnalskie czapki "kuruje" się umieszczając w ciemności w plastikowych torebkach, w słoiku na 90 dni. Dlaczego? Hydrazyna to nie fajna jest dziewczyna - żrąca, trująca, w przemyśle stosowana jako paliwo rakietowe dla NASA. Występuje także w czerwonych grzybkach. Po trzech miesiącach leżakowania substancja ta rozkłada się. Właściwe suszenie i kurowanie jest esencjonalne dla uzyskania dobrego smaku i potencji. Moc grzyba potrafi się wtedy zwiększyć czterokrotnie (czasem nawet dziesięciokrotnie). Dobrze wysuszone zachowują magię przez 6 miesięcy, czasami i dłużej (aczkolwiek po roku można się spodziewać redukcji właściwości o 40%).


 
 
 

Info o leżakowaniu wydaje się w pewnym sensie korespondować ze starymi pocztówkami, które sugerują, że odlot na świętym grzybie odbywał się w Nowy Rok. Wygląda na to, że "parasolki" zebrane w sierpniu i wrześniu były konsumowane dopiero po około trzech miesiącach.



 
Dawka optymalna dla większości mieści się między 3,5 a 10 g. Bardzo silna dawka to 15 gram (zazwyczaj 3 kapelusze). Dawka maksymalna to 30 gram (6 kapeluszy). Czapka zmielona na proszek będzie działała szybciej, intensywniej i krócej niż połknięta w całości. Małe dawki są zazwyczaj pobudzające fizycznie, większe mają działanie bardziej mistyczne. Często opisywane efekty to uczucie iluzoryczności czasu, inne postrzeganie materii, radość, euforia, stany medytacyjne, odczuwanie spokoju, błogości, krążenia energii w ciele, świadome wyraziste sny, wizje, prekognicja, telepatia, OOBE i inne, które trudno ubrać w słowa. 


 


Alchemiczny Homunkulus jest "tricksterem" nieprzewidywalnym i działającym bardzo różnie na rożne osoby. Czasami dwa kapelusze nie robią nic, a trzeci z tej samej torebki aż za wiele. Należy zachować ostrożność i rozwagę. 




 
Wg. D. Teetera dobrym pomysłem na zapoznanie jest mikrodawkowanie (np. jako przyprawa do zupy). 


 


Muchomora nie trzeba wcale jeść. Dzięki prawidłowo ususzonym grzybom można łatwo "zmienić wodę w wino" umieszczając na 3 godziny suszone kapelusze w słoiku z deszczówką lub wodą destylowaną (w ilości przykrywającej susz) w temperaturze pokojowej. Odlewa się powstałą bursztynową ciecz do szklanki przez sitko i powtarza proces zalewając ponownie tego samego grzyba na około dwie godziny nową wodą. Drugą porcję zlewa się do naczynia zawierającego pierwszą i tak oto powstajeambrozja. Do takiego ekstraktu potrzeba niewiele więcej suszu, jednak efekty są klarowniejsze. Czystość użytej wody ma podobno znaczenie.


 
Jeszcze bardziej wizualną wariację ambrozji uzyskuje się stosując sok z winogron zamiast wody. Przepis na "Święte Wino" to moczenie 28 gram amanity w 1 litrze soku przez 8 - 12 godzin. Po odcedzeniu można wycisnąć kawałki grzyba jak gąbkę. Lekko kwaśny sok daje najlepsze efekty, a kilka kropel octu zwiększa jego moc. To "psychodeliczne wino" ma unikalną właściwość wśród enteogenów - po rozcieńczeniu destylowaną wodą (2 - 4 kubki wody na 1 kubek "wina") staje się bardziej wizyjne. Efekty przypominają wtedy LSD lub psylocybinę. Prawidłowe rozcieńczenie zaspokaja pragnienie. 




Zalety elixiru oraz "Świętego Wina" to szybsze efekty i co za tym idzie - łatwiejsze dawkowanie. 


 
 
 
 
 
UWAGA: po spożyciu grzyba lub ambrozji z niego przygotowanej nie należy pić gazowanych płynów (np. piwa, słodzonych kolorowych puszkowanych napoi). Muscymol w obecności gazowanej wody wraca do postaci kwasu ibotenowego, który jest toksyczny. 

 
 
 
 


Można za to wzorem joginów czy wiedźminów zastosować na kilka dni witariańską dietę (bez soli oraz przypraw) i pić własną orinę (mocz), by w ten sposób recyrkulować muscymol zwiększając jego psychoaktywne efekty. Substancja ta nie jest metabolizowana przez organizm człowieka i wydala on ją w postaci niezmienionej. Tak powstaje aurum potabile - "pitne złoto" alchemików.

 

Syberyjscy szamani karmili surowymi muchomorami renifery i wypijali ich mocz. Pili również własny. Czasami przechowywali go ponoć nawet przez tydzień, ponieważ ciągle był aktywny i nadawał się do spożycia.



 
Wg. joginów grzyby są tamasowe, bo rosną w ciemności. Indianie używali ich tylko nocą. Nastawienie, poczucie mocy, rozsądek, czas, otoczenie, ludzie, energia, pokora, gotowość do spotkania ze swoim cieniem oraz intencje są równie istotne co dawka i przygotowanie. Prawda w ten sposób objawiona czasem uświadamia, śmieszy, cieszy, pomaga, czasem jednak jest zbyt ciężka, przeraża, boli, nie każdemu jest pisana i nie każdego wyzwoli. Niektóre osoby w ogóle nie potrzebują takiej "drogi na skróty" i w ich przypadku lepsze będą inne formy samopoznania. 

Czasem pośpiech jest złym doradcą, odwaga szybko może się przerodzić w brawurę, agresję i pychę, a pycha kroczy przed upadkiem... Warto na koniec wspomnieć, że dla Esseńczyków posiłek ten był tak święty, że wykluczano z niego nawet wielu "Synów Światłości" o jeszcze "nie dość czystych sercach"...



"...i czego mamy przestrzegać pożywając
ucztę?" Mówi Jezus: "Nie kłamcie i czego
nienawidzicie, nie czyńcie, wszystko bowiem jest
pełne prawdy wobec niebiosów. 
Nic bowiem nie jest ukryte, 
co nie miałoby stać się jawnym." 
- Papirus Oxyrhynchos